Przenikliwy wiatr otoczył tereny stada,
które układało się do snów. Zewsząd dało się słyszeć skowyt wilków i
jedno przeraźliwe wycie, które było zimne i złowieszcze, przyprawiło
mnie o dreszcze. Nawet ten kto jej nie znał, a słyszał o niej jedynie z
opowieści innych koni, wiedział, że to była ona, że czaiła się w
pobliżu, może i z nową ofiarą, może ostrzegała przed kolejnym atakiem z
jej strony, a może chciała coś przekazać, lub kogoś pojmała. Nikt nie
mógł przewidzieć jej ruchów, zamiarów, to było nie możliwe do zrobienia,
każdy by poległ w starciu z nią. Wszyscy wyszli z jaskiń, zaczęło się
liczenie, kto jest, a kogo nie ma, rozpoczęła się panika, gorączkowe
poszukiwania nieobecnych, krzyki, płacze.
-CISZA - uniósł się donośny głos jakiegoś ogiera, chyba alfy, ale nie jestem pewna, stałam za daleko, żeby widzieć. -KOGO NIE MA? - szepty, przypadkowe imienia, rozglądanie się do koła, aż w końcu, ktoś cicho powiedział: -Avocada, jego nie ma. -To nowy koń, pewnie zwiedzał tereny i... No i pewnie tam poszedł... -Kto pójdzie sprawdzić, co tam się dzieje, oczywiście nie zagłębiając się dosyć daleko, najlepiej w ogóle nie przekraczając granicy... Wszystkie głosy ucichły, niektórzy zaczęli się wycofywać, a ja nie wiedzieć czemu zgłosiłam się na ochotniczkę i od razu pomyślałam, że będę tego żałować... Po chwili jednak szłam w stronę granic, choć nie byłam do końca pewna tego, co robię, prócz mnie zgłosił się ktoś jeszcze, nie rozmawialiśmy i nie znaliśmy się też za bardzo, ale trudno, nie próbowałam nawiązywać z tym koniem, jakiś kontaktów, a przy najmniej nie teraz. Po niedługim czasie dotarliśmy do granicy. Stanęłam w pewnej odległości od płotu granicznego i stanowczym, chłodnym tonem krzyknęłam imię, mieszkanki zakazanych terenów. W krótkim czasie, z gęstwiny wyłoniła się puma, czarna jak dzisiejsza noc, o chłodnym spojrzeniu, w którym tkwiła złość i nienawiść... (Wolf Dark C.D. :3) |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz